Prusy Wschodnie - Plebiszit 1920

Plebiscyt 1920

Plebiscyt w południowej części Prus Wschodnich w roku 1920 należy po dziś dzień do wydarzeń przedstawianych zgoła odmiennie przez historiografię polską i niemiecką.

zdjęcia...

„Polskość ludu mazurskiego jest tylko językowa”

Podczas negocjacji pokojowych w Wersalu Polska wysunęła daleko idące postulaty odnośnie Prus Wschodnich. Prowincja ta miała zostać odłączona od Niemiec, jej południowa część (późniejszy obszar plebiscytowy) przypaść miała Polsce, prawy brzeg Niemna Litwie, zaś reszta stać się miała republiką pod protektoratem Ligi Narodów, niezależną od Rzeszy Niemieckiej. Jest znamienne, że propozycje te – które ostatecznie nie znalazły poparcia wielkich mocarstw – dalece odbiegały od etnicznego rozwiązania problemów granicznych, co zresztą otwarcie przyznawała strona polska, powołując się na wymogi strategiczne – tylko w ten bowiem sposób, jak wierzono, można było zapewnić Polsce bezpieczne granice oraz szeroki i bezpieczny dostęp do morza, uznawany za nie podlegający dyskusji warunek istnienia i odbudowy nowo utworzonego państwa polskiego. Kweste etniczne, jak na przykład polskie pochodzenie mazurskiej ludności wiejskiej, odgrywały w argumentacji delegacji polskiej podrzędną rolę, co szczególnie dziwić może czytelnika przyzwyczajonego do PRL-owskiej propagandy „ziem odzyskanych”.

Strona polska znacznie przeceniała ponadto świadomość narodową ludności mazurskiej. Nie chciano zauważyć, iż lud mazurski „na ogół za polski się nie uważa i odrębna od polskiej rubryka w statystyce niemieckiej ‚Masuren' nie tyle jest podstępem germanizacyjnym, ile odpowiada poczuciu narodowemu ludności” (Włodzimierz Wakar, 1914 r.). Ten stan rzeczy jeszcze dobitniej obrazuje inny cytat: „Polskość ludu mazurskiego jest, niestety, tylko językowa. Narodowo uświadomionym chłop mazurski nie jest, przeciwnie, zaliczyć go trzeba pod względem politycznym do najwierniejszych poddanych króla pruskiego. Nic w tym dziwnego. Pozostawiony wieki całe sam sobie, nie posiadając własnej inteligencji, polskość znając tylko z jej reprezentantów, których ma sposobność do oglądania, tj. w biednym robotniku sezonowym i przekupniu żydowskim spod Mławy, Grajewa itd., uważa tę polskość za coś niższego, [a] niemieckość za synonim kultury.” (Stanisław Zieliński, 1918 r.).

Zły start

Na niekorzystny wynik zarządzonego ostatecznie plebiscytu wpływ miały także błędy organizacyjne. Dopiero w listopadzie 1919 roku powołano w Warszawie Mazurski Komitet Plebiscytowy, który działalność na terenie głosowania rozpoczął dopiero po ratyfikacji traktatu wersalskiego i przybyciu nań członków Komisji Międzysojuszniczej. W późniejszym czasie strona polska wytykała również fakt, iż w plebiscycie głosować mogli także obywatele mieszkający w zachodniej części Niemiec, ale pochodzący z Mazur. W rzeczywistości rozwiązanie to zostało zaproponowane przez… rząd polski. Ten poważny błąd świadczył o nieznajomości lokalnych realiów.

Poważny problem stanowił ponadto brak odpowiednich agitatorów pochodzenia mazurskiego. Funkcję tę obejmowali bowiem przede wszystkim Polacy pochodzący z innych części monarchii pruskiej (głównie z Wielkopolski), którzy na terenach plebiscytowych osiedli dopiero w początkach XX wieku. Wspomagali ich wolontariusze z Polski, tylko w nielicznych wypadkach dobrze znający specyfikę Mazur, przez władze niemieckie określani mianem agentów i szpiegów. Działacze z obu grup byli w większości wyznania katolickiego, co również nie ułatwiało porozumienia z ewangelicką ludnością Mazur. Agitatorzy polscy walczyć musieli ponadto z problemami fiansowymi, środków pieniężnych na prowadzenie akcji plebiscytowej nie udało się zapewnić w wystarczającej wysokości. Nakład i zasięg polskojęzycznych czasopism „Gazeta Olsztyńska” i „Mazur” były za niskie i nie udało się ich zwiększyć. Rząd polski przynajmniej częściowo musiał zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji – dyplomacja polska próbowała bowiem bezskutecznie przesunąć termin głosowania o dwa lata.

Sprawa ogólnonarodowa

Po drugiej stronie barykady bilans przygotowań wyglądał zgoła odmiennie. Niemcy zrobili wszystko, aby najistotniejsze przygotowania zakończyć jeszcze przed przybyciem Komisji Międzysojuszniczej, tj. w tym okresie, kiedy w pełni i bez obcej kontroli korzystać mogli z pomocy administracji państwowej, policji i wojska. Utworzona w ten sposób baza organizacyjna zapewnić miała pomyślną kontynuację akcji plebiscytowej przez organizacje pozarządowe po planowanej, aczkolwiek ostatecznie zaniechanej ewakuacji władz niemieckich z obszarów plebiscytowych. Plebiscyt podniesiono w Niemczech do rangi sprawy ogólnonarodowej jednoczącej wszystkich ponad politycznymi podziałami – wygrana w plebiscytowej „bitwie” powetować miała Niemcom upokorzenia traktatu wersalskiego.

Już w marcu 1919 roku powołano do życia Wschodnioniemiecką Służbę Ojczyźnianą (Ostdeutscher Heimatdienst) skupiającą niebawem 144.000 członków. Organizacja ta, posiadająca struktury szczebla powiatowego i gminnego z mężami zaufania w każdej większej miejscowości, miała przejąć główny ciężar akcji plebiscytowej po przybyciu aliantów. W lipcu tego samego roku powstał Związek Mazurów i Warmiaków (Masuren- und Ermländerbund) skupiający ponad 200.000 członków. Jak grzyby po deszczu wyrastać zaczęły także najróżniejsze organizacje o charakterze paramilitarnym uzbrojone w broń ręczną, a po części nawet w artylerię. Od jesieni 1919 roku na terne Prus Wschodnich przybywały niemieckie Freikorpsy z państw nadbałtyckich.

Strona niemiecka nie narzekała również na brak kadry agitacyjnej – wywodziła się ona po części spośród miejscowych urzędników, po części z szeregów wolontariuszy, którzy na ten cel otrzymywali specjalny urlop. Również finanse nie stanowiły problemu – za pomocą podstawionych oferentów blokowano nawet skutecznie zakup infrastruktury, np. budynków i drukarni, na cele polskiej akcji plebiscytowej.

W chwili przybycia Komisji Międzysojuszniczej w lutym 1920 roku przygotowania niemieckie były w zasadzie zakończone. Pozwalało to Niemcom optymistycznie patrzeć w przyszłość. Dowodzą tego między innymi polskie raporty, w których powiaty giżycki, olecki, ełcki i piski zaklasyfikowano jako nie rokujące nadziei na sukces.

Finał

Wbrew nadziejom strony polskiej sytuacja nie zmieniła się na lepsze po przybyciu Komisji Międzysojuszniczej. Inaczej niż przewidywały to początkowe ustalenia nie ewakuowano niemieckiej administracji państwowej – jedynie oddziały reichswehry i straży granicznej opuścić musiały okręg plebiscytowy, co z polskiej perspektywy stanowiło raczej pogorszenie sytuacji, gdyż ich miejsce zajęły bardziej agresywne i mniej zdyscyplinowane organizacje paramilitarne. W wielu miejscach doszło do napaści na działaczy polskich i polskie wiece, na przykład w Giżycku 17 kwietnia 1920 roku. W związku z takim obrotem sprawy nawet Mazurzy o propolskim nastawieniu – będący zresztą w mniejszości – nie obnosili się ze swymi sympatiami i wykazywali się coraz większą ostrożnością. Zarządzone w dniu 10 marca 1920 roku rozbrojenie ludności nie było w stanie tego zmienić.

Wpływ na wynik plebiscytu mogły mieć w pewnym stopniu także porażki w wojnie polsko-radzieckiej szeroko opisywane przez prasę niemiecką oraz masowy napływ uprawnionych do głosowania emigrantów z zachodniej części Niemiec. Samego tylko 17 lipca 1920 roku policzono 13.500 osób przybyłych na głosowanie drogą morską przez port w Piławie. W powiecie giżyckim niemal każda rodzina przyjęła pod swój dach krewnych lub znajomych z tej grupy. Samo głosowanie przebiegło tam bez zakłóceń, a wynik był dla Polski druzgocący: 29.378 głosów padło na „Prusy Wschodnie”, a jedynie dziewięć na Polskę, przy 14 głosach wstrzymujących się.

Opracowano na podstawie: Robert Kempa, Plebiscyt 1920 r. w północno-wschodniej części Mazur (na przykładzie powiatu giżyckiego). W: Masovia. Pismo poświęcone dziejom Mazur, tom 4/2001, Giżycko 2001, str. 149-157.

zdjęcia...
Copyright © by Cezary Bazydło, 2006
Wszelkie prawa zastrzeżone